poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Moman Photography and Video LED

MOMAN Photography, Video LED

Doświetlająca lampa LED do Fotografii oraz Wideofilmowania


Do testu trafił do mnie kieszonkowy panel doświetlający marki Moman wyposażony w 96 jasnych diod LED. Cechuje go możliwość płynnej zmiany temperatury barwowej od 3500 do 5700 stopni Kelvina, pojemna bateria, port USB typu C, a także magnetyczny tył pozwalający na przyczepienie go niemal do każdej płaskiej metalowej powierzchni. Jest to wysokiej klasy profesjonalne i wydajne urządzenie pozwalające na równomierne oświetlenie podczas fotografowania lub filmowania. Zaciekawieni? Jeśli tak, to zapraszam do recenzji.




Unboxing







Produkt został dostarczony pod moje drzwi zaledwie w kilka dni od zamówienia. Przystępując do unboxingu pierwsze co ujrzymy po uniesieniu górnej pokrywy pudełka to kabel z zakończeniem typu USB-C służącym oczywiście do ładowania urządzenia. Próżno tu szukać dedykowanej ładowarki, aczkolwiek gniazdo USB z komputera, telewizora czy standardowa smartfonowa ładowarka nada się w to miejsce idealnie. Kolejnymi elementami jakie odnajdziemy w zestawie to pokrowiec, instrukcja, uchwyt z gwintem statywowym 1/4" oraz lampa.




Budowa

Produkt jest zaskakująco ciężki (147g) w stosunku do swoich jakże niewielkich rozmiarów. Wymiary lampy to 11,5 x 7,1 x 1 cm. Z łatwością mieści się w dłoni przypominając tym samym szerokością smartfona. Oczywistym jest fakt, że wydajny, mocno świecący panel LED generować będzie spore ilości niechcianego ciepła, które trzeba będzie w jakiś sposób odprowadzić do otoczenia. Dlatego też aby to ułatwić producent zdecydował się na wykonanie obudowy z aluminium. Zwiększa to dodatkowo solidność oraz ogólną wytrzymałość konstrukcji. Na krawędziach obudowy zauważyć możemy przestrzenie pomagające w schłodzeniu urządzenia oraz pozwalające na ewentualne przewleczenie sznurka, sprzączki, opaski uciskowej czy karabińczyka celem podwieszenia światła w dowolnym miejscu.



Tuż przy porcie ładowania USB-C znajduje się włącznik. Aby wyłączyć lub wyłączyć urządzenie najeży go przytrzymać przez okres blisko 3 sekund. Czemu tak długo!? Początkowo wydawało mi się to zbędnym zabiegiem, ale pierwszy raz gdy zabrałem światło ze sobą w podróż i wrzuciłem je do plecaka przykrywając innym sprzętem zrozumiałem, że jest to dobry i celowy zabieg zapobiegający niechcianej aktywacji... Lub przynajmniej znacznie zmniejszy to ryzyko zbędnego uruchomienia światła. Już nawet nie chodzi o ewentualne rozładowanie baterii, a raczej o sam fakt, że świecąc na 100% jasności aluminiowa obudowa potrafi się rozgrzać do zawrotnych 60-70 stopni Celsjusza. Tak wysokie temperatury notowałem w momencie gdy panel LED przykręcony był do statywu, a całość przebywała w zaciemnionym pomieszczeniu o temperaturze pokojowej. Gdyby pozostawić włączone światło na pełnej jasności w pokrowcu w torbie, mógłby z tego wyniknąć spory problem. Na szczęście do aktywacji przycisku wymagana jest odrobina siły, a dodatkowe 3 sekundy znacznie zmniejszają ryzyko przypadkowej aktywacji. 

Niedaleko włącznika, na bocznej części obudowy znajduje się koło regulacji stopnia jasności jak i barwy emitowanego światła. Działa ono sprawnie i intuicyjnie. Przyciskając je przełączamy się pomiędzy tymi dwiema funkcjami.



Na obydwu bokach obudowy, dłuższym i krótszym znajduje się gwint 1/4 cala. W ten sposób można przymocować światło do statywu lub aparatu przy pomocy dodanego do zestawu adaptera zimnej stopki. Więcej na ten temat odnajdziesz w Wikipedii.







Ekran

Na tyle znajduje się jasny, bardzo czytelny OLED-owy wyświetlacz pokazujący stan baterii jak i pozostały, dość dobrze przybliżony czas działania dla bieżącego stopnia jasności. Tak jak widzimy na poniższym zdjęciu przy jasności wynoszącej 5% mocy, pozostały czas działania wynosi 4,8 godziny. Zwiększając natężenie światła nawet do 6% po około sekundzie nanoszona jest aktualizacja dotycząca pozostałego czasu. Innymi słowy dane są aktualizowane w czasie rzeczywistym i wyliczane na podstawie bieżącego woltażu baterii uwzględniając chwilowy pobór.



Bateria

W tym momencie warto omówić kwestię tego, na ile godzin świecenia pozwoli nam wbudowany akumulator. Na stronie producenta doczytać możemy, że jest on o pojemności 2800 mAh, a czas działania przy pełnej jasności wynosi około godziny. Z kolei przy 5% mocy maksymalnie powinien wynosić 17 godzin ciągłego świecenia.
Pozwoliłem sobie jednak zweryfikować te dane i sam dokonałem pomiarów poprzedzając je pełnym 3 krotnym cyklem ładowania, aby zapewnić akumulatorowi optymalne warunki pracy. 

Czasy działania w praktyce:
100% - 0:58 h
50%   - 2:21 h
5%      - 18:13 h


Osobiście uważam, że czasy działania na baterii są bardzo zadowalające, zwłaszcza mając na uwadze kieszonkowe rozmiary. Plusem tego konkretnego urządzenia jest niewątpliwie port
 USB-C stosowany obecnie w większości nowoczesnych smartfonach. W razie potrzeby przedłużenia pracy zawsze znajdzie się jakąś ładowarkę, lub co nawet i lepsze - Powerbank. Tych jak wiadomo w sklepach nie brakuje i występują w wielu rozmiarach. Jeżeli jeszcze takiego nie masz, to zachęcam do zapoznania się z moim filmem w którym testuję kilka najciekawszych modeli przenośnych baterii. 


Ładowanie

Dobrze, a jak wygląda kwestia uzupełnienia poziomu energii? Po podłączeniu ładowarki ekran jest aktywowany i przez cały cykl na bieżąco informowani jesteśmy o aktualnym stanie uzupełniania akumulatora.




Chwilkę później na poniższym zdjęciu widzimy, że stopnień wzrósł z 47 do 48%.

Czas potrzebny do pełnego naładowania wynosi troszkę powyżej 3h (przy 5V 2A). Urządzenie akceptuje prąd ładowania 5V 0.5A - chociażby takie jakie możemy spotkać w starszych komputerach i rzecz jasna, czas niezbędny do naładowania jest wtedy znacznie wydłużony. Nie ma obawy też przed podłączeniem panelu LED do ładowarki smartfona wyposażonej w standard Quick Charge 3.0/4.0. W takim przypadku ładowarka dostosuje się do urządzenia i nie przekroczy wartości 5V 2A.


Światło

Wszystko super, ale przejdźmy już do najważniejszej kwestii czyli tego, jak świeci panel! Stwierdzenie, że emituje on stosunkowo dużą ilość światła nic nikomu nie mówi... Natomiast 4000 lux zmierzone z odległości 30 centymetrów daje nam już dużo lepsze wyobrażenie o możliwościach i potencjale tego sprzętu. Światło jest miękkie i rozchodzi się w promieniu 120 stopni.



Mamy tutaj do czynienia z 96 sztukami diod zdolnymi emitować światło o temperaturze barwowej w zakresie od 3500 do 5700 stopni Kelvina. System regulacji pozwala na płynne ściemnianie i rozjaśnianie każdej z 2 sekcji diod w krokach co 100K. Aktualna barwa jest wyświetlana na ekranie z tyłu urządzenia. Na zdjęciu powyżej widać w znacznym stopniu bardziej diody zimne i tylko lekką domieszkę ciepłych - światło było ustawione na 5000K. Na zdjęciu poniższym widzimy tylko ciepłe diody, a zimne zostały całkowicie dezaktywowane co pozwoliło uzyskać temperaturę barwową rzędu 3500K.
Standard na poziomie TLCI 95+/ CRI 96+ gwarantuje wyciągnięcie naturalnych i pełnych żywych barw.


Moc natężenia światła można dostosować płynnie za pomocą cyfrowej regulacyjnego w zakresie 5-100%, z przeskokami co 1%. Dzięki temu zbudujesz sceny o zróżnicowanym nastroju. 

A to co?!


Na koniec zostawiłem sobie ciekawostkę, którą jest tutaj magnetyczny tył lampy. Co prawda podobne rozwiązania od dawna stosowane były w oświetleniu warsztatowym z przeznaczeniem do... chociażby mechaniki pojazdowej. Wtedy dodanie magnesu do takiej lampy może być bardzo przydatne. Jednak czy w przypadku produktu Moman będzie to miało aż takie znaczenie? Czy podczas fotografii lub wideofilmowania tak często pracujemy w miejscach, w których mielibyśmy gdzie przyczepić światło? Jest to trochę bajer, bowiem nie zdziwi mnie fakt, jeśli część nabywców w przeciągu kilku lat używania światła nigdy nie skorzysta z tej możliwości. Choć z drugiej strony kreatywny fotograf zawsze będzie szukał zgrabnej możliwości wypełnienia sceny światłem i cieniem - wtedy magnetyczny tył okazać się może istnym zbawieniem. Nie potrzeba wtedy mocowań czy statywów, które mogłyby przeszkodzić nam w uwiecznieniu tego idealnego kadru.

Nie nie, to nie jest ten idealny kadr :)

Nawet w warunkach domowych takie światło można bez pozostawienia śladu przyłożyć do lodówki, pralki, okapu czy mikrofalówki.



Lampa Moman jest solidnym produktem zarówno dla wymagających użytkowników jak i dla początkujących amatorów fotografii lub filmowania. Pozwala na miękkie doświetlenie, lub nawet pełne oświetlenie kadru w zależności od projektu nad którym pracujemy. Opierając się na swoim osobistym doświadczeniu mogę stwierdzić, ze dwa takie światła byłby w stanie zastąpić mi 1000W softbox, który używam do nagrywania swoich materiałów na YouTube. Urządzenie jest małe, poręczne, pozbawione plączących się kabli. Tym samym nawet w domowym studiu nagraniowym 
będziemy po nie sięgać często i chętnie.


Wady

Czy produkt ma wady? Oczywiście, że tak! W okresie testowania  zauważyłem kilka drobiazgów, o których chciałbym wspomnieć. 
- Gorąco! Choć aluminiowa obudowa odprowadzająca nadmiar ciepła jest zaletą, tak temperatura panelu ustawionego na 100% jasności po kilkudziesięciu nieprzerwanych minutach pracy może niemal sparzyć. Urządzenie rozgrzewa się wtedy do okolic 60 - 70 C. Po wyłączeniu szybko stygnie i dosłownie minutkę, dwie później można je schować do kieszeni. Niemniej tak wysoka temperatura niepokoi mnie bardziej pod kątem żywotności wbudowanego akumulatora. Im ona wyższa tym trudniejszy żywot będzie ona miała, a tym samym deklarowane 500 cykli ładowania może ulec znacznemu skróceniu. Producent nie podaje informacji, aby akumulator był wymienny. Jednakże światło można rozebrać po odkręceniu 4 śrub z końcówką Torx, więc wszystko jest możliwe. 
Warto tutaj dodać, że deklarowana żywotność LED-ów wyliczona jest na 50 000 godzin, co daje w przybliżeniu 6 lat ciągłego świecenia.


- Magnes! Ten sam z siebie jest rzecz jasna zaletą, o czym pisałem w dziale powyżej. Jednak mam co do niego dwa małe "ale". Choć jest on dość mocny, to nie dość mocny, aby utrzymać się na wszystkich sprzętach równie mocno. Z lekko zaokrąglonego, śliskiego panelu pralki zjeżdżał. 

Drugim "ale" jest to, że magnes umieszczony został po drugiej stronie od ekranu. Przez co na niektórych cienkich powierzchniach, chociażby na boku mikrofalówki obraca się jednym bokiem do dołu. Wisieć tak wisi, ale jednak nie zawsze to może zadowolić. Aczkolwiek bez obaw! Światło trzyma się mocno oraz pewnie każdej porządnej powierzchni. Na dwóch zdjęciach poniżej przyłożyłem światło do elementu konstrukcyjnego budynku. Trzyma się nawet "do góry nogami" i ciężko go było oderwać.




- Pobór większy niż ładowanie? Jeśli planujesz używać panelu przez kilka godzin ciągiem i to na pełnej jasności zabezpiecz się w powerbank i podłącz go choć bateria jest jeszcze pełna. Otóż pobór nawet przy 50% jasności jest wyższy, niż 10W ładowarka (5V2A) jest w stanie dostarczyć energii.

- Ostatnią, ale już doprawdy z lekka naciąganą wadą jest wola regulacja jasności. Ta owszem, jest dokładna, bowiem od 5% w górę przeskakuje pojedynczo o każdy 1% wzwyż (w dół także). Przebycie pełnego zakresu 95% wymaga trzymania kółka przez okres 16 sekund. Czy jest to dużo? Jako pojedyncza operacja może i nie, ale jeśli w czasie sesji zdjęciowej zmieniać będziemy poziom natężenia kilkukrotnie odpadnie nam kilka cennych minut życia. Które w dłuższym okresie mogą przerodzić się w godziny spędzone na samym... trzymaniu kółeczka... Reakcja powinna być żwawsza! 



Podsumowanie
 
Mały ale Wariat! Tak można krótko podsumować produkt marki Moman. Choć jest on znacznie mniejszy od typowego smartfona, to zapewnia zadowalającą ilość światła do rozświetlenia niemal każdej sceny. Jest to jedno z najbardziej zaawansowanych tego typu urządzeń na rynku. Cena w stosunku do jakości także robi dobre wrażenie. Dlaczego? Otóż w ubiegłym roku zakupiłem produkt marki NEEWER spełniający podobną funkcję (https://amzn.to/2XONuFL). Co prawda przy tworzeniu tej recenzji nie widziałem potrzeby zestawiania tych obydwu produktów, czy ich bezpośredniego porównania ze sobą. Niemniej choć NEEWER CN-216 jest połowę tańszy, to pozbawiony jest on wbudowanego akumulatora, regulacji temperatury barwowej, jest on kilkukrotnie większy, słabo i tanio wykonany z marnego plastiku. Skrzypi po całości a w rezultacie oferuje mniej światła i średnie wrażenia z użytkowania. Zdaję sobie sprawę, że recenzowany tutaj Moman nie jest rozdawany za darmo, ale po rocznej pracy z tańszym odpowiednikiem różnica jest kolosalna. W tym przypadku moim skromnym zdaniem oszczędność nie miałaby sensu. Jeśli pracujesz z fotografią lub filmem inwestycja naprawdę się opłaci!
  


 TUTAJ sprawdzisz aktualną cenę sprzętu

Amazon (czarna obudowa) - https://amzn.to/2Vx9Gqz
Amazon (czerwona obudowa) - https://amzn.to/2XPSXMy
Aliexpress http://bit.ly/2IKuO6M
eBay (czarna obudowa) https://ebay.to/2vqn5lu
eBay (czerwona obudowa) - https://ebay.to/2ZzkTWV




Kilka pozostałych zdjęć produktu








niedziela, 24 marca 2019

Redragon S101-BA


Redragon S101-BA

Budżetowe combo gamera!


Jest to zestaw okrzyknięty najlepszym budżetowym niezbędnikiem dla gracza. Za ułamek ceny w jednym pudełku otrzymujemy wszystko co potrzebne do rozpoczęcia zabawy! Tak więc o co tyle hałasu? 


Już na wstępie pisząc ten artykuł zdaję sobie sprawę z tego, że zmuszony będę wytknąć sporo wad i niedociągnięć opisywanego zestawu. Niemniej, niech to Was tak mocno nie zraża. Czuję się w obowiązku wytknąć palcem to i owo, bowiem taka jest moja tu rola. Pragnę jednak abyście cały czas pamiętali o tym jak tani jest to zestaw. Nawet trudno uwierzyć w to, że kompletne combo klawiatury, myszy, słuchawek i naprawdę świetnej podkładki to koszt jedynych 179 złotych. W niektórych sklepach nawet obejmuje to darmową przesyłkę, tak więc naprawdę… Wszystko co “wytknę” przefiltrujcie ponownie przez pryzmat atrakcyjnej ceny. Oczywistym jest to, że producent musiał poczynić mocne cięcia, aby wyjść z zestawem przeznaczonym dla graczy o tak mocno ograniczonym budżecie. Jednakże w ogólnym rozrachunku choć S101-BA ma sporo wad, to może, lub nawet powinien on trafić do sporego grona odbiorców rozpoczynających przygodę z komputerem.





Klawiatura
Rozpocznijmy od najsłabszego elementu zestawu, którym jest klawiatura. Jeśli spojrzycie na jej zdjęcie u góry to wstępnie nie ma co się czepiać. Design wygląda OK jak na klawiaturę gamingową. Nic nadzwyczaj ordynarnego odrzucać od niej nie powinno. Muszę przyznać, że wygląd mi, jak najbardziej odpowiada i doceniam próbę jej uatrakcyjnienia poprzez dodanie wszelkiego rodzaju przetłoczeń na jej obramowaniach. Na największą pochwałę zasługuje tutaj dodanie dedykowanych klawiszy w górnej części oraz ładne opisanie klawiszy funkcyjnych (F1-F12).
Tak więc, co mam jej do zarzucenia? Otóż kabel jest mocno... taki sobie. Chudy, gumiasty “sznurek” wydaje się być podatny na uszkodzenia. Odnoszę wrażenie, że wystarczy kilka razy go przykleszczyć szufladą lub za mocno pociągnąć i po zabawie. Owszem, jest to teoria, której nie testowałem, ale z realnych już wad muszę przyznać, że podświetlenie to istna bujda na resorach. Na fotografii wygląda to dobrze, lecz w rzeczywistości ledwo, ledwo cokolwiek widać. W totalnej ciemności jest OK, ale za dnia to naprawdę ciężko jest je nawet zauważyć. Absolutnie nie ma mowy też tutaj o RGB. To co widać, to po prostu kilka ledów włożonych pod klawisze i to wszystko. Kolorów nie zmienimy.

W każdej klawiaturze tak naprawdę najważniejszą kwestią jest przyjemność z wciskania klawiszy. No i tutaj temat też leży. O miodności i cudowności wrażeń z każdego naciśnięcia można sobie pomarzyć. Jest to bardzo niskiej jakości membrana, którą po prostu się nagniata i z jakimś opóźnieniem wraca ona do góry. Nie ma tu kliku, nie ma tu uczucia wciśnięcia. Od takie nagniatanie w celu spowodowania aby komputer dostał sygnał przypisany do konkretnego klawisza. Klawiatura w tym zestawie swoją funkcję spełnia. Działa ona tak, jak trzeba. Da się grać i da się pisać, jednak nikt rozpływać się nad nią nie będzie. Muszę też dodać, że jakość użytych plastików stoi tu na bardzo niskim poziomie.



Mysz
Skoro czytasz ten tekst dalej to muszę przyznać, że jesteś hardcorem. Jeśli pragniesz poznać dalszą część tej recenzji i to nawet pomimo mojej tak niepochlebnej opinii w kwestii klawiatury, to mam teraz dla Ciebie małą nagrodę. Dla kontrastu mysz w tym zestawie to zadziwiająco bardzo dobry produkt, który mocno przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Trzymając ją w dłoni odnoszę wrażenie, że ¾ budżetu poszło na samą myszkę. Wedle moich preferencji jest ona idealnych wręcz wymiarów. Ani za mała, ani za duża - taka w sam raz. Przyciski funkcjonują prawidłowo, a każdemu kliknięciu towarzyszy przyjemny i dość cichy klik. Rolka pracuje tak jak trzeba z wyczuwalnym przeskokiem. Dodatkowe klawisze pod kciukiem są w idealnych odstępach i drugi pokryty jest dobrze wyczuwalną teksturą. Dzięki temu nie pomylisz się podczas ich rozróżnienia. Plusem przy bardziej intensywnej rozgrywce są wyprofilowane, teksturowane boczki. Ta drobna tarka sprawia, że mysz pewnie leży nawet w zawilgoconej dłoni.


Czymże byłaby gamingowa mysz bez światełka? Tutaj zgodnie z motywem przewodnim całego zestawu na czerwono pulsuje światłem logo producenta oraz jej boki. W kwestii wyboru odpowiedniej myszy dla siebie spore znaczenie ma odpowiednia waga. Tutaj wiele zależy od osobistych preferencji i upodobań. Dlatego tak często jedna mysz uważana za “totalne perfecto”, przez drugiego może być nazwana “totalnym niewypałem”. Tutaj producent poczynił odważny krok decydując się na implementację tacki z ciężarkami. Przy tak budżetowym zestawie jest to nie lada wyczyn. Mamy tutaj łącznie osiem ciężarków, które możemy dowolnie odjąć w celu dopasowania wagi myszy wprost idealnie do własnych preferencji.
Laser też nie jest tutaj niczym wybrakowanym. W czasie testów nie napotkałem żadnych problemów z odczytywaniem 
powierzchni czy z opóźnieniami reakcji. 3200DPI w rzeczywistości to o wiele więcej, niż nawet przeciętny gracz potrzebuje. Pomocny bywa przycisk szybkiej zmiany DPI. Wielokrotnie z niego korzystałem w momentach gdy potrzebowałem wysokiej precyzji, np. przy montowaniu filmów. 

Ogólnie całokształt budowy myszki to takie solidne 8/10 punktów. Nic nie trzeszczy, nic nie skrzypi. Użyte plastiki choć nie są wzorowej jakości, to absolutnie nie można się ich czepiać. Nawet kabel jest tutaj w nylonowym oplocie i sprawia wrażenie znacznie odporniejszego na otarcia czy przycięcia.


Słuchawki
Stare polskie przysłowie mówi “raz na wozie, raz pod wozem”. Tak chyba wygląda sytuacja także z całym tym zestawem. Gdy klawiatura słabiutka, tak myszka świetna. Idąc tym szlakiem muszę przyznać, że i słuchawkom nie należy się odznaka najlepszego produktu roku. Budowa jest mierna i u audiofili może wzbudzić wręcz nieopanowany rechot, włącznie z tarzaniem się po podłodze. Tak słabej jakości użytych plastików w realnym produkcie nigdy się nie spodziewałem. Jednym słowem - słabiutko! Pierwsze wrażenia są naprawdę złe, jednak jeszcze zostańcie, bowiem… tylko początkowo jest tak negatywne. Może i wymagam wiele od budowy słuchawek, bowiem na codzień korzystam z konstrukcji Audio-Technica (550PLN), czy naprzemiennie dwóch par Sennheiserów (800PLN i 1350PLN). Więc może stąd u mnie te podłe pierwsze wrażenia ze słuchawek dołączonych do zestawu Redragon, jednak! Mocno zaskoczył mnie fakt, że grają one naprawdę nie najgorzej. Absolutnie nie ma tu mowy o high-endzie i audiofilskiego wychwalania, aczkolwiek dźwięk przez nie rekonstruowany brzmi dość przyzwoicie. Wysokie i niskie tony choć trochę ograniczone, zapewniają zadowalający rezultat, a przecież czy nie o to nam chodzi? No właśnie… Co jest dla Ciebie bardziej istotne? Celem jest dobra jakość dźwięku przy filmach, muzyce, YouTube, ale przede wszystkich w grach komputerowych, gdzie nawet w shooterach byłem w stanie dobrze zidentyfikować skąd nadchodzi wróg. 

Z pozostałych wad to zabrakło tu oplotu na kablu i w mojej parze regulacja po jednej stronie była mocno luźniejsza, aniżeli druga strona. Mikrofon jest, coś tam słuchać przez niego i porozumiewać w zespole się da. Jednak nie polecałbym go używać do niczego bardziej ambitnego. Na osłodę producent na kablu umieścił regulację głośności więc za to malutki plusik. Słuchawki więc nie zachwycają, ale swój cel spełniają.

Podkładka
Choć jest to niby tylko ciekawostka i przez wielu uważana za coś zbędnego, to podkładka pod mysz w tym zestawie to kolejny i mocny punkt skłaniający do zakupu całego combo. Jest ona sporo większa od typowej biurowej podkładki pod mysz. Tym samym zapewnia spory zakres nawet niekontrolowanych ruchów podczas ekscytującej rozgrywki. Jest ona gruba, dużo grubsza od mojej zwykłej podkładki co możesz zobaczyć w filmie poniżej. Okalające ją obszycie jest nie tylko ładnym akcentem, ale także spełnia funkcję zabezpieczającą ją przed rozdarciami czy uszkodzeniami. Podkładka w moich oczach to takie solidne 9 na 10. Jeśli tylko rozmiar będzie Ci odpowiadał i nie masz nic przeciwko logu producenta, to możesz z niej być zadowolony przez długie lata.


Podsumowanie
Jednoznaczna odpowiedź typu kupujcie, lub nie kupujcie absolutnie nie jest tu możliwa. Jak sami już wiecie zestaw ten ma sporo wad, ale niekwestionowaną zaletą jest tutaj niska cena… Za 179 zł to można sobie kupić myszkę ze średniej półki, a tu dostajemy wszystko.
Do kogo więc przeznaczony jest ten zestaw? Jeśli jesteś już wieloletnim graczem, to S101-BA nie jest skierowane do Ciebie… Z drugiej strony absolutnie nie mogę się zgodzić z opinią, żeby byłaby to totalna strata pieniędzy, bowiem każdy element zestawu działa w zgodzie ze swoim przeznaczeniem. Klawiatura choć biedna, to da się na niej grać i po 10 minutach wciągającej rozrywki nie będzie to robiło większej różnicy, czy grasz na klawiaturze Genesis RX85 RGB za 360zł, czy właśnie na niej. Mysz jest mocną stroną tego zestawu i nie ma co się jej czepiać. W zasadzie to tylko zła mysz może mocno zepsuć rozgrywkę, na pewno bardziej niż średniawa klawiatura. Tak więc w tym względzie jest bardzo OK. Słuchawki choć budową nie grzeszą, to w zasadzie po ich założeniu jest OK i to jakość dźwięku jest ważniejsza niż to, jak ładnie się one prezentują na wieszaku. Z kolei podkładka jest świetnym dopełnieniem całości. 

Gdyby był to zestaw kosztujący 500 PLN napisałbym, abyś mocno go omijał… Jednak 179 zł!?! No to ma już sens, nawet mnóstwo sensu! Jeśli szukasz zestawu dla młodego, dopiero co rozpoczynającego przygodę z komputerem gracza, to jest to idealny start. W końcu wszyscy musieliśmy od czegoś zacząć.


⇒ Sprawdź aktualną cenę ⇐
MediaExpert - http://bit.ly/2HChUHh


Ze względów na ograniczenia czasowe nie byłem w stanie przygotować pełnej recenzji na YouTube. Niemniej przy unboxingu nagrałem trochę materiału, będzie on dla Ciebie dużo bardziej wartościowy, niż zbiór statycznych zdjęć. Zachęcam Cię do odtworzenia poniższego filmiku.


sobota, 23 marca 2019

RAID 0 , 1 - Czyli trochę o macierzach dyskowych.


Łączymy Dyski w RAID


W tym materiale omawiamy najważniejsze rodzaje macierzy RAID wraz z ich różnicami. Łączymy dwa dyski SSD w celu dwukrotnego zwiększenia wydajności oraz poddajemy je testom po to, aby udowodnić na ile opłaca się ustanawiać macierz rozłożoną. Z tego filmu dowiesz się także jak przeprowadzić tę operację na swoim komputerze.



wtorek, 19 marca 2019

Aktywacja Windows 10


Aktywacja Windows 10


Zastanawiasz się jak aktywować system Windows 10? Poszukujesz klucza niezbędnego do jego aktywacji? Ten film jest dla Ciebie!


Zakup systemu operacyjnego Windows to ogromny koszt. Większość aktywatorów i generatorów zawiera niebezpieczne wirusy, jednak czy jest jakaś inna bezpieczna alternatywa? Oczywiście że tak! W tym materiale pokazuję i przeprowadzam przez proces uzyskania działającego klucza do systemu Windows 10 PRO.


środa, 6 marca 2019

Intenso SSD 2,5"


Test dysku SSD 

Intenso High Performance


W tym materiale testujemy dysk SSD Intenso. Rozwiewamy i wyjaśniamy zawiłości nazewnictwa tej marki w celu łatwiejszego odnalezienia się podczas zakupów internetowych. Poruszamy także kwestię obudów dysków SSD - czy lepiej wybierać te w plastiku czy aluminium?





sobota, 2 marca 2019

iBOX Aurora K-3


iBOX Aurora K-3


Aurora K-3 to gamingowa mechaniczna klawiatura z podświetleniem LED. Wyróżnia ją solidna, aluminiowa konstrukcja, brązowe ciche przełączniki o długiej żywotności, klawisze funkcyjne oraz bardzo atrakcyjna cena.







niedziela, 24 lutego 2019

Kodi Portable


Pobierz Kodi 18.1 Portable za darmo!


Kodi Portable jest przenośną wersją programu, która nie wymaga instalacji i może działać bezpośrednio z pendrive, z dysku zewnętrznego, czy na komputerze, na którym nie mamy konta administratora. W pewnych okolicznościach taka wersja Kodi może być niezwykle wygodna, ale wszystko po kolei.


Co prawda już od dłuższego czasu nie zajmuję się zagadnieniami związanymi z programem Kodi, jednakże ze względu na moje starsze materiały wciąż wiele nowych osób trafia na blog i kanał. Często pytacie się o Kodi w wersji przenośnej. Wersję, którą można dostosować do swoich potrzeb, ustawić, zoptymalizować, skonfigurować ulubione wtyczki po czym przenieść je chociażby na pendrive czyli na tak zwany gwizdek. Po co i dla kogo taka wersja? Otóż Kodi Portable ratuje wszystkich, którzy na komputerze nie mają dostępu do konta administratora, a działają jedynie na koncie zwykłego użytkownika. Wiąże się to z brakiem zezwoleń pozwalających na samodzielnie zainstalować jakiegokolwiek programu. Zwykle dotyczy to komputera w szkole, na uczelni, w bibliotece czy w miejscu pracy - wtedy wystarczy włożyć "gwizdek" do portu USB i zwyczajnie uruchomić program bezpośrednio z niego. Wszystkie dane aplikacji pozostają na wspomnianym nośniku. Przenośna wersja popularnego programu może być także wygodna w przypadku, jeśli chcemy wyskoczyć do znajomych aby obejrzeć mecz czy jakiś dobry film. Nie ma potrzeby wtedy zabierać swojego całego komputera i męczyć się z jego podłączeniem... wystarczy włączyć Kodi Portable na dowolnej maszynie i sprawa załatwiona. Nasze ustawienia, zakładki, wtyczki i "ulubione" pozostają na nośniku.

Wszystko super, ale czy są jakieś wady takiego rozwiązania? Owszem! Jako że przez dość długi czas korzystałem z Kodi Portable mam dla Was kilka wskazówek na wagę złota.W niektórych sytuacjach może się zdarzyć, że po wyłączeniu programu Kodi i ponownym jego  uruchomieniu jest ono... wyzerowane! Taka sytuacja zdarzyła mi się wielokrotnie, ale wynika to z przeniesienia folderu zapisu na nośnik z którego korzystamy. Jeśli używamy wolnego pendrive'a, czy starego typu dysku talerzowego taka sytuacja może się wydarzyć. Głównie to dlatego, że program musi zapisać sporą ilość danych po wyłączeniu. Jeśli zbyt szybko wyjmiemy pendrive czy wyłączymy komputer pozostanie nicość. Rozwiązanie tego jest banalnie proste - od czasu do czasu spakuj swoją wersję ZIPem, czy nawet 7-zipem, który w przypadku Kodi jest o wiele bardziej wydajny. 

Drugą i dość wiążącą się kwestią jest uruchamianie i korzystanie z Kodi Portable z nośnika typu pendrive... zwłaszcza wolnego nośnika. Dobrze znane wszystkim "gwizdki" pozbawione są pamięci podręcznej, która usprawnia zarówno zapis i odczyt. Włączanie i korzystanie z przenośnej wersji Kodi z takiego nośnika często może niezwykle zamulać. Dzieje się tak za sprawą tego, że w programie z zainstalowanym buildem może być ponad 30 000 małych plików, z którymi tego typu nośniki sobie kompletnie radzą. Rozwiązaniem jest zakup szybkiego Pendrive'a lub skorzystanie z dysku SSD podpiętego kablem USB. Kilka linków niżej.

⇒ Kabel SATA na USB ⇐ Amazon - https://amzn.to/2uJeey4 Aliexpress - http://bit.ly/2GBGibS lub http://bit.ly/2GAOFAG eBay - https://ebay.to/2EjD3jA Gearbest - http://bit.ly/2q5zAAX Morele - http://bit.ly/2EiBN07 lub http://bit.ly/2JgFE1c Komputronik - http://bit.ly/2IsOgke lub http://bit.ly/2JkciiO
⇒ Tani dysk SSD ⇐
https://bit.ly/2H16JXu



Pobierz wersję przenośną.
Kodi Portable 18.1 dla Windows 64 bit

wtorek, 19 lutego 2019

LanParte HHG-01


LanParte HHG-01



LanParte HHG-01 to trzy osiowy elektroniczny, ręczny stabilizator żyroskopowy (Gimbal) 
Stabilizator ten jest wyposażony w trzy precyzyjne silniki bezszczotkowe oraz sensory dzięki którym urządzenie to jest w stanie zniwelować jak i wyeliminować większość drgań, które przecież tak nieznośnie rujnują nasze nagrania "z ręki".
Dzięki rozwojowi techniki dzisiejsze kamery w smartfonach czy GoPro są w stanie nagrać obraz w naprawdę świetnej jakości, niestety wszystko to na nic skoro takie nagrania są "roztrzęsione". 

LanParte HHG-01 to idealne rozwiązanie dla wszystkich tych, którzy pragną by ich nagrania w końcu można było uznać za dobre!
Urządzenie to jest niezwykle proste w obsłudze.



poniedziałek, 18 lutego 2019

Yeston SSD

Test i recenzja dysku SSD Yeston



Czy budżetowy dysk SSD pochodzący z dalekiego wschodu może okazać się dobrym zakupem? Czy warto będzie wybrać tę konstrukcję względem znanych marek takich jak Samsung, Crucial czy WD? W tym celu postanowiłem sprawdzić i przetestować półprzewodnikowy dysk mało znanej u nas marki Yeston. Firma ta choć u nas dość niespotykana, to jest ona dobrze rozpoznawalna w Państwie Środka. Yeston zajmuje się głównie budową kart graficznych opartych zarówno na układach AMD jak i NVIDIA. Pytanie tylko… czy dyski te wypadną tak dobrze jak się o nich słyszy?

UNBOXING Kupując jakikolwiek produkt przez internet zawsze warto zwrócić uwagę na sposób zabezpieczenia produktu. Zwłaszcza jeśli ma on przemierzyć pocztą pół globu. W tym wypadku dysk był zabezpieczony w grubej kopercie bąbelkowej wraz z zewnętrznym, oryginalnym opakowaniem producenta. Półprzewodnikowe dyski są niezwykle odporne na wszelkie wstrząsy, lecz już nie tak bardzo na zgniatanie - przynajmniej do pewnego stopnia. W tym wypadku produkt dotarł w stanie idealnym tak jak widać na zdjęciach.




WZORNICTWO Biorąc dysk do ręki widzimy pierwszy powód, dzięki któremu producentowi udało się zejść tak nisko z ceną. Mam tu na myśli obudowę - ta została wykonana z plastiku. Całe szczęście jest to tworzywo relatywnie wysokiej jakości. Nie można powiedzieć, aby w jakikolwiek sposób wyglądał on źle. Absolutnie nie! Dysk świetnie prezentuje się jako zewnętrzna jednostka do przenoszenia lub przechowywania danych. Jednoczenie gdy połączymy go z gamingowym i wyrafinowanym zestawem to w otoczeniu świateł RGB doprawdy nie brakuje mu uroku, a interesujące i niespotykane logo przykuwa oko każdego.





BUDOWA Tak więc pod względem estetycznym plastikowa obudowa nie jest niczym złym, aczkolwiek jest powód dla którego w droższych i bardziej profesjonalnych konstrukcjach producenci decydują się na obudowę z aluminium. Tym powodem są temperatury… Przynajmniej w teorii. Półprzewodnikowe dyski nawet podczas intensywnej pracy pobierają niezwykle małe ilości energii, która przeradza się w minimalną ilość ciepła.


Na rewersie testowanej konstrukcji widzimy naklejkę, z której wynika że dysk pracuje pod napięciem 5V i z natężeniem 1A, co w sumie daje nam maksymalnie do 5 watów konsumowanej energii. Jednak jest to wartość całkowicie maksymalna. W rzeczywistości dyski SSD w czasie spoczynku pobierają w okolicach 0,4W. W czasie odczytu może ta wartość podskoczyć do 0,7W, a w przy intensywnym i maksymalnym zapisie rzadko kiedy dysk jest w stanie przerzucić pobór rzędu 3W. Ile więc może wydzielić się ciepła z poboru 3W? Na szczęście niewiele! Dla porównania weźmy ładowarkę do telefonu z Quick Charge 3.0, która maksymalnie ładuje z natężeniem 18 watów - ta również wykonana jest z plastiku. Oczywiście wytrzymałość cieplna ładowarki, która jest tylko konwerterem, względem dysku SSD jest zupełnie inna. Lecz to proste porównanie może zobrazować, że dysk pobierający przez większość czasu w okolicach 0,4 do 0,7W nie jest źródłem ognia piekielnego i o ile nie byłby to dysk do ciągłego, profesjonalnego zapisu to wykorzystanie aluminium jako budulca byłby tylko stratą cennego surowca oraz zbędnym podniesieniem kosztów dla kupującego.
Osobiście przez wiele lat byłem zdania, że aluminiowa obudowa dysku SSD to zawsze plus. Jednak doświadczenie i czas utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak nie zawsze. Instalacja dysku z aluminiową obudową w notebooku czy laptopie wiąże się często ze skutkiem odwrotnym od zamierzonego. Aluminium zamiast oddawać (znikome) temperatury SSD, tak naprawdę odbiera całe ciepło z wnętrza komputera przenośnego, co owocuje nawet wyższymi temperaturami względem tego, jakie miałby on przy zastosowaniu plastikowej obudowy. Z kolei aluminiowa obudowa może mieć mnóstwo sensu w przypadku montażu dysku w pełnoprawnym komputerze stacjonarnym o otwartej konstrukcji i wymuszonej cyrkulacji powietrznej. Lecz ponownie - tylko w przypadku wykorzystywania dysku do długich i ciągłych zapisów. Jest to dość przewrotne, ale jednocześnie prawdziwe stwierdzenie.
Ze względu na swoją elastyczność tworzywo sztuczne jest też bardziej odporne na upadek, zadrapania czy odkształcanie względem obudowy wykonanej z aluminium.




DANE TECHNICZNE Do moich testów trafił dysk jest o pojemności 250GB, chociaż dostępne są modele od 60GB aż do 1TB pojemności. Oczywiście referencyjne prędkości różnią się w zależności od dostępnej przestrzeni. Pod tym względem 240-ka, 250-ka i 1 terabajtowa opcja wypadają najkorzystniej.

Co do specyfikacji technicznej to trudno doszukać się szczegółowych i potwierdzonych danych. Z tego co znalazłem wynika, że dysk bazuje na pamięciach TLC, a kontroler pochodzi od Silicon Motion. Jedynym sposobem aby zweryfikować te dane było rozebranie dysku.



Tutaj bardzo miłe zaskoczenie! Tak budżetowy dysk, a korzysta z wysokiej jakości komponentów używanych w dużo droższych konstrukcjach. Kontrolerem rzeczywiście jest tutaj czterokanałowy układ Silicon Motion wykorzystujący pamięci 3D NAND flash. Obsługuje on profil ONFI 3.0, Toogle 2.0 oraz asynchroniczne pamięci NAND. Technologia NANDXtend pozwala na potrójne sprawdzanie poprawności cykli P/E i tym samym skuteczną korekcję błędów i ochronę danych. Informacje przechowywane na napędzie mogą być zabezpieczone bezpiecznym algorytmem AES 256.


Dla zapewnienia wydajności dysk wspomagany jest 2GB pamięci gDDR3 prosto od Samsunga. Jeśli chcesz zagłębyć się w temat pełną specyfikację odnajdziesz tutaj - https://datasheet.ciiva.com/26786/k4w2g1646c-hc11-26786983.pdf




Pamięć jaka została tu wykorzystana najprawdopodobniej wyprodukowana została przez SanDisk. Chociaż miałem spore trudności ze stuprocentowym zweryfikowaniem tych danych... W niektórych źródłach odnajdowałem sprzeczne informacje co do pochodzenia układu S29F02TEME1. Dlatego też aby móc sprawdzić to, jak dysk się sprawuje, tak niezbędne jest przeprowadzenie własnych testów. Przejdźmy więc do benchmarków.


BENCHMARKI Testy przeprowadziłem w dwóch najbardziej popularnych programach do benchmarkowania dysków półprzewodnikowych. Możecie zauważyć, że wartości przez nie prezentowane potrafią w pewnej granicy różnić się od siebie. Niestety tak to zwykle bywa w syntetycznych testach wydajnościowych i za każdym “przelotem” uzyskuje się odrobinę inne wartości. Dla zachowania równowagi każdy test przeprowadzałem pięciokrotnie i zamieszczone screeny wybierałem plus-minus ze środka stawki aby nie było one ani zawyżone, ani zaniżone. Na początek sięgnijmy po AS SSD benchmark.

Test przy 0% zapełnienia pojemności

Test przy 50% zapełnienia pojemności

Test przy 75% zapełnienia pojemności

Test przy 95% zapełnienia pojemności


Jako kolejny benchmark CristalDiskMark 6
Test przy 0% zapełnienia pojemności

Test przy 50% zapełnienia pojemności

Test przy 75% zapełnienia pojemności

Test przy 95% zapełnienia pojemności

Wyniki z przeprowadzonych benchmarków są jak najbardziej bardzo pozytywne! Szczególnie miło zaskoczyły testy po zapełnieniu dysku. Już nie raz zdarzało się, że nawet w konstrukcjach renomowanych producentów dyski SSD po zapełnieniu w stopniu przekraczającym 85% były wręcz nie do używania, a ich możliwości odczytu i zapisu spadały poniżej osiągów dysków talerzowych. Tutaj konstrukcja Yeston zachowuje się wzorowo nawet po zapełnieniu do 95%.

PRAKTYKA Testy syntetyczne to jedno, niezbędnym jest sprawdzenie dysku także w praktyce. Wiadomym jest to, że tylko bardzo drogie profesjonalne dyski SSD są w stanie utrzymać ciągłość zapisu na poziomie 500-550 MB/s. Wszystkie inne, konsumenckie półprzewodnikowe konstrukcje utrzymują zapis na tym poziomie tylko do momentu pełnego zapełnienia pamięci podręcznej. Później zdani jesteśmy już tylko na realną prędkość zapisu oferowaną przez kość pamięci. W tym celu wystarczy przekopiować duży plik na docelowy napęd.



Tutaj posłużyłem się 80GB plikiem i rzeczywiście przez pierwszy moment utrzymywana jest prędkość przekraczająca 420 MB/s. Po około 3,5 GB zapisu, spada ona do okolic 290 MB/s i tak się utrzymuje przez następnych blisko 15-20 GB. Po zapisaniu około 40GB danych prędkość zapisu spada do okolic 90-100 MB/s i wiem, że to wygląda zniechęcająco, lecz taka sytuacja występuje w każdym dysku konsumenckim. Niestety producenci o tym praktycznie nigdy nie wspominają, a recenzentom zdarza się mówić o tym dość rzadko, jeśli w ogóle…
Niech najlepszym dowodem tego będzie przeprowadzony przeze mnie test porównujący zapis 100 GB pliku na testowanym dysku Yeston do dysku Samsung SSD EVO 850.


Test zapisu 100 GB pliku na Yeston 250 GB
Test zapisu 100 GB pliku na Samsung 850 EVO 500GB

Czas zapisu 100GB pliku na:
Yeston 250GB = 5 minut 50 sekund
Samsung 850 EVO 500GB = 4 minuty 41 sekund

Nie jest więc żadną tajemnicą, że Samsung robi to lepiej. Lecz to co istotne nawet porównując 250 gigabajtowe modele Samsung jest również blisko 70% droższy, aniżeli propozycja od Yeston. To akurat daje sporo do namysłu!

ZALETY Tutaj nie będziemy przeciągać - Zdecydowaną zaletą jest cena! W przypadku 250 gigabajtowego modelu wydatek w wysokości 153 złotych (z kodem zniżkowym) jest nie tylko akceptowalny, ale sprawia, że oferowany model jest wręcz bardzo atrakcyjny! Do zalet warto zaliczyć także markowe komponenty na jakich został on zbudowany.

WADY Jedyną realną wadą recenzowanego dysku są warunki gwarancyjne. Kupując dysk w miejscu, skąd ja go mam - czyli ze sklepu Banggod otrzymujemy jedynie 180 dni gwarancji. Z kolei Yetson nie posiada swojej filii na terenie Europy, co w razie pecha i uszkodzenia SSD po okresie 180 dni może zostawić nas z niczym. Co prawda dyski SSD bardzo rzadko ulegają awariom i jeśli już, to problemy pojawiają się zaraz na samym początku użytkowania, ale jednak jest to coś godnego rozważenia.

Obudowa wykonana z tworzywa sztucznego według mojej osobistej opinii nie jest ani wadą, ani zaletą - wszystko zależy od konkretnego przypadku. Jako dysk przenośny czy dysk do laptopa lub notebooka plastik sprawdzi się lepiej niż aluminium. Jako dysk do desktopowego komputera obudowa z aluminium zapewniłaby minimalnie niższe temperatury pracy.



PODSUMOWANIE Choć marka Yeston zajmuje się głównie produkcją kart graficznych, to jak widać przy doborze budżetowego dysku SSD nie powinno się wykluczać ich propozycji. Jest to dysk kierowany do normalnego, standardowego użytkowania, a podczas takiego nikt całymi dniami nie zapisuje setek gigabajtów danych w krótkich okresach czasu. Moim osobistym zdaniem konstrukcja ta idealnie nadaje się do montażu w komputerach typu desktop czy przenośnych zarówno jako typowy dysk dla gier lub nawet jako podstawowy dysk systemowy.

Sam od wielu lat używam dysków SSD marki Crucial i Samsung, aczkolwiek tym razem postanowiłem spróbować czegoś innego i po prostu dać szansę mniej znanemu producentowi. Testowany Yeston znalazł się już w moim gamingowym laptopie Alienware M14xR2 i będzie służył jako główny dysk systemowy. Jest to urządzenie, z którego korzystam bardzo intensywnie i częściej niż ze swojego desktopa. Jeśli interesuje Was to, jak sobie radzi dysk w okresie kolejnych tygodni, miesięcy czy lat śmiało pytajcie poniżej w komentarzach.

Dysk można kupić tutaj: https://www.banggood.com/custlink/K3KGRjyD4g
KOD na 15% zniżki: d724c4