niedziela, 8 grudnia 2019

HAKII G1 Pro

HAKII G1 Pro

Zwykło się mówić, że muzyka łagodzi obyczaje. Dla wielu z nas jest receptą na to, aby uciec myślami daleko od wszelkich trosk i zmartwień tego świata. Potrafi ona zmienić nasz stan emocjonalny. Uspokaja i relaksuje gdy tego potrzebujemy. To za sprawą muzyki nauka, praca czy zwykłe codzienne i nierzadko monotonne czynności sprawiają nam więcej radości. Praca upływa szybciej, nauka staje się efektywniejsza, a obowiązki wykonywane podczas przesłuchiwania ulubionego albumu nie są już wcale takie straszne. Muzyka ma też inne oblicze. Potrafi rozbudzić, przyspieszyć tętno czy zachęcić do działania. Nie ważne co trenujesz - z muzyką uzyskasz lepsze rezultaty.

Co to wszystko ma wspólnego z recenzowanymi słuchawkami zapytasz? Już śpieszę z odpowiedzią. W czasie poszukiwań odpowiednich słuchawek większość z nas kieruje się doborem na podstawie tego, czemu mają one służyć. W domowym zaciszu lepiej sprawdzają się nauszne słuchawki o otwartej konstrukcji. Do samolotu i innych środków transportu rozsądniej wybrać też te nauszne, jednak o zamkniętej charakterystyce i raczej na kablu - w końcu bateria nie trzyma wiecznie. Z kolei aktywni ludzie rozglądają się raczej za małymi i lekkimi konstrukcjami - tutaj głównie dokanałowe i najlepiej bezprzewodowe, bowiem kable lubią się… psuć. Wydawać by się mogło, że w świecie muzyki wiele zmienić się nie może, a jednak! Poznajcie Hakii G1 Pro. Choć wydaje się to początkowo niemożliwe słuchawki te doskonale sprawdzają się do wszystkich powyższych zastosowań. Pozwól mi wytłumaczyć dlaczego. Zapraszam do recenzji prawdopodobnie najlepszych słuchawek jakie da się kupić.


UNBOXING
Stylowe pudełko nadaje się także na prezent.
Pod względem wizualnym opakowanie produktu wypada przyzwoicie. Wykonane zostało z utwardzanego kartonu, a jeden z jego boków pokryty jest falistą teksturą. W górnej części znajduje się pomarańczowy uchwyt z logiem nawiązującym do designu etui. Unosząc pokrywę naszym oczom ukazuje się to, co nas najbardziej interesuje - stacja dokująca, a w jej wnętrzu obydwie słuchawki.
Pod górną białą tacką odnajdziemy instrukcję. Co ciekawe ta między innymi zawiera język polski. Pod papierologią swoje miejsce znalazł płaski kabel micro USB, materiałowy pokrowiec pozwalający na transportowanie etui. Nie mogło tu zabraknąć także torebki zawierającej silikonowe końcówki. Dobranie tych odpowiednich zwykle wymaga poświęcenia chwili czasu, ale naprawdę warto to zrobić. Właściwe dopasowanie jest kluczowe do tego, aby móc korzystać ze słuchawek komfortowo. Odpowiedniej wielkości silikonowe końcówki jak i motylki sprawiają, że słuchawka nie będzie wypadała nam z ucha, ale też podczas wielogodzinnego noszenia nie będziemy odczuwać dyskomfortu. Tu zawsze warto dać sobie chwilę, a gdy zajdzie potrzeba wrócić i spróbować innych. Słuchawki o tej konstrukcji po prostu muszą być prawidłowo dopasowane.







WZORNICTWO I WYGODA

Przejdźmy do cech zewnętrznych. Na pierwszy rzut oka G1 Pro mogą wydawać się dość...  masywne. Takiego złudnego wrażenia doświadczamy po długim kontakcie ze zwykłymi, przewodowymi słuchawkami. Choć produkt Hakii może sprawiać wrażenie dużego, to w rzeczywistości idealnie mieści się w uchu, nie powoduje dyskomfortu ani nie wypada nawet podczas intensywnego treningu. 

Będąc w temacie designu nie możemy pominąć dołączonego etui, które jest jednocześnie stacją dokująco-ładującą. Smukłe, niewielkie, pozbawione jakichkolwiek ostrych krawędzi. Idealnie pasuje do kieszeni kurtki czy bluzy. Jednak jest ono dość grube. Trzymanie etui w kieszeni jeansów, bez względu na to czy to w przedniej, czy tylnej kieszeni potrafi być uciążliwe, a wybrzuszenie jest zauważalne. Samo etui wydaje się być bardzo wytrzymałe. Nawet jeśli włożymy je do tylnej kieszeni i zdarzy nam się usiąść, to w zdecydowanej większości przypadków nic złego stać się nie powinno. Całość jest doprawdy solidna. Etui od wewnątrz jest koloru czerwonego, co zdecydowanie poprawia wrażenia wizualne. 

NAUKA JAZDY

Aby móc w pełni świadomie rozpocząć zabawę niezbędne jest poznanie zasad sterowania. Na każdej ze słuchawek znajduje się przycisk dotykowy. Sterowanie wszystkimi funkcjami jest intuicyjne i łatwe do zapamiętania. Jedno dotknięcie którejkolwiek ze słuchawek podczas odtwarzania muzyki równoznaczne jest z przyciskiem pauza / odtwarzanie. Jeśli tę samą czynność wykonamy podczas połączenia telefonicznego, to spowoduje ona odebranie lub rozłączenie się. W przypadku gdy ktoś do nas dzwoni, a nie chcemy, czy nie możemy rozmawiać wystarczy przytrzymać opuszkiem palca miejsce dotykowe przez okres dwóch sekund. Aby przeskoczyć do następnego utworu przytrzymaj palec na prawej słuchawce przez 2 sekundy. By przeskoczyć do początku / poprzedniego utworu przytrzymaj lewą słuchawkę.
Dwukrotne stuknięcie w którąkolwiek ze słuchawek powoduje aktywację Siri, tudzież asystenta Google. Jako że w ostatnim roku o wiele częściej korzystam z pomocy googlowskiego asystenta, to tę funkcję sobie bardzo chwalę. Jeśli korzystasz, to wiesz doskonale co mam na myśli. Jeśli nie używasz jeszcze tak zawzięcie z wirtualnego pomocnika, to może te słuchawki pozwolą Ci się do niego przekonać. Pomyśl, jedziesz autem z jedną słuchawką w uchu, Stukasz dwa razy miejsce dotykowe po czym mówisz “Nawiguj mnie do domu”. Telefon nie wymaga wpisania hasła, nie wymaga odblokowania. Ekran się włącza i google maps sprawdza korki i przeprowadzi Cię najmniej zatłoczoną, najszybszą drogą. W ten sposób możesz bezdotykowo i bez kłopotu bezpiecznie prowadzić auto. Wystarczy mieć zawczasu smartfon w holderze. 
Osobiście używam słuchawek do biegania i często w trakcie tego sporo rozmyślam. Nierzadko nachodzą mnie ciekawe pomysły czy przemyślenia. Jednak będąc cały mokry nie będę przecież wyjmował telefonu żeby zapisać na nim notatkę, z resztą i tak to się nie uda na mokrym ekranie. Tutaj wystarczy podwójne tapnięcie w słuchawkę i zdanie “przypomnij mi o tym i tamtym dzisiaj, o godzinie 20-tej”. Wirtualny asystent to doprawdy genialny wynalazek! Wystarczy z niego korzystać, a jego integracja i dobre działanie ze słuchawkami mocno do tego zachęca. Komendy typu “Włącz latarkę”, “Zadzwoń do…”, “Opowiedz mi dowcip” staną się chlebem powszednim.
Jednak nie ma róży bez kolcy. Podwójne dotknięcie dla asystenta zastąpiło inną czynność - regulacja głośności. Tej dotknięciem zmienić nie możemy. Trochę szkoda… Na upartego możemy poprosić asystenta “ścisz muzykę” , “podgłośnij muzykę”, ale to na dłuższą metę nie przejdzie. Wtedy najwygodniejsza i najszybsza regulacja jedynie przy pomocy smartfona.

BATERIA

Producent podaje, że G1 Pro powinny pozwolić maksymalnie do 8 godzin słuchania muzyki. Muszę przyznać, że jest to bardzo odważne zapewnienie i trudno mi było w nie uwierzyć. Jednak już pierwszy, długodystansowy test pozytywnie mnie zaskoczył. Lewa słuchawka wytrzymała 7 godzin, 42 minut. Z kolei prawa okazała się być jeszcze lepsza pod tym względem przeciągając czas działania do zawrotnych 11 godzin i 20 minut. Tutaj należy wspomnieć, że czas ten w składał się na około 3 godziny oglądania YouTube. Blisko 90 minut poświęciłem na rozmowy telefoniczne. Z kolei reszta czasu to słuchanie muzyki przy około 60% głośności. Na około 10-15 minut przed całkowitym rozładowaniem się słuchawek usłyszeć możemy delikatny dźwięk informujący o zbliżającym się końcu. Podoba mi się, że nie jest on głośnym, irytującym alarmem. Jest to raczej skromna, drugoplanowa notyfikacja. Może wydaje się to błahostką, ale w rzeczywistości ma to ogromne znaczenie. Zdarzało mi się już korzystać ze słuchawek, które przy końcu baterii trąbiły nachalnie powiadomieniem “LOW BATTERY, PLEASE CHARGE!”, przerywając przy tym dźwięk na pierwszym planie. W czasie odtwarzania muzyki może to być irytujące, ale podczas rozmowy telefonicznej jest wręcz nie do zaakceptowania. Musimy wtedy co chwilę prosić naszego rozmówcę o powtórzenie, bowiem na czas odtwarzania pełnego komunikatu jego głos został całkowicie wycięty. G1 Pro pod tym względem bije konkurencję na głowę. 


Logo producenta świeci gdy etui jest ładowane, lub w momencie, gdy ładuje ono baterię którejś ze słuchawek.

Jednak “gwoździem programu” jest tutaj etui. Spełnia ono nie tylko rolę ochronną, ale przede wszystkim jest bezprzewodowym źródłem energii dla słuchawek... Takim powerbankiem. Za każdym razem gdy tylko włożysz je do pudełeczka, te uzupełniają swój stan baterii. Nawet uśredniając do 8 godzin działania na jednym ładowaniu, to te słuchawki pozwalają na naprawde wiele! Niemniej, wystarczy 15 minut w etui, a stan baterii zostanie podbity o kolejne 2 godziny słuchania. Z moich testów wynika, że pełne uzupełnienie energii słuchawki lewej od 0 do 100% trwa 1 godzinę 15 minut. Lewej, 1 godzinę i 40 minut. To nie koniec zaskoczeń! Wbudowana bateria w etui pozwala na pełne, czterokrotne naładowanie obydwu słuchawek. W sumie cztery razy i jeszcze trochę, ale to już ciężko dokładnie zmierzyć. 

Tyle w kwestii pomiaru gdy są one używane, ale przecież każdy wie, że włączone i sparowane przez Bluetooth słuchawki też coś tam sobie biorą... Na Szczęście, bardzo niewiele! Technologia BLE (Bluetooth Low Energy) powinna utrzymać sparowany zestaw na czuwaniu przez okres 3 dni. 

WODOSZCZELNOŚĆ NA POZIOMIE IPX6

Definicja standardu IPX6 mówi nam o pełnej ochronie przed silnymi strumieniami wody lub zalewaniem falą z dowolnego kierunku. Tak wysoki stopień wodoodporności to bez wątpienia ogromna zaleta każdego produktu. Możemy mieć pewność, że żaden deszcz, nie ważne jak ulewny, nie może uszkodzić sprzętu. Już wcześniej miałem okazję testować podobne i również wodoodporne słuchawki. Był nim produkt Aimus i11. Te również były niezwykle interesujące, ale po czasie wyszła jedna i to całkiem istotna wada związana z ich wodoodpornością. Mianowicie Aimus i11 również miały przyciski dotykowe, ale te były bardzo czułe. Bieganie w mocniejszym deszczu, czy w zimie z założonym kapturem, który od wewnątrz stawał się wilgotny sprawiało, że przyciski te reagowały na dotyk, którego de facto nie było. Wystarczyło otarcie o wnętrze spoconego kaptura, a muzyka się pauzowała, utwory przełączały, czy nawet dochodziło do samoczynnego wyłączania się słuchawek. Nie trudno się domyśleć, że w czasie długodystansowego biegu wybijało to z rytmu jak i psuło nastrój. Jest to wada, której nie zdążyłem jeszcze wyłapać przed opublikowaniem filmu na ich temat. W przypadku G1 Pro nie chciałem powtórzyć tego samego błędu i skoro ich okres testowy przypadł mi na grudzień, to miałem okazję na własnej skórze sprawdzić i tą ewentualność. Tutaj z duszą na ramieniu pragnę uspokoić, że przyciski dotykowe w testowanych słuchawkach nie są już tak nadgorliwe i jak na dotyk reaguja prawidłowo, to mżawka, czy długodystansowy bieg z kapturem na głowie jest im niestraszny. Dla większej pewności pokusiłem się również o to, aby wziąć z nimi prysznic. Mycie głowy nie powodowało większych problemów z przyciskami. Jedynie przekręcając głowę na bok i odsłaniając słuchawkę na bezpośredni strumień wody powodował od czasu do czasu reakcję przycisków. Lecz było to sporadyczne działanie w warunkach ekstremalnych, które jak uważam, że można w pełni zaakceptować. 

Etui też wododporne? Choć ma ono gumową uszczelkę zakrywającą port Micro USB, to obawiam się, że wodoodporne nie jest. Jest ono w stanie znieść lekkie zachlapania czy nawet mżawkę. Główna pokrywa trzyma się dość mocno na magnesach, to w okół brak jakiejkolwiek uszczelki.


SŁUCHAWKI DWIE, ALE CZY SĄ ONE NIEROZŁĄCZNE? - TWS PLUS

Całe piękno Hakii G1 Pro polega na tym, że zestaw ten nie jest duetem na wyłączność. Czasy się zmieniają, technologia poszła naprzód i jest to taki trochę… związek otwarty. Owszem, idealnie sprawdzają się jako para, ale i każde z nich potrafi działać na własną rękę. Wyjmując obydwie słuchawki z etui możesz w pełni zanurzyć się w dźwięku czy filmie. Jeśli gdy chcesz tylko gdzieś zadzwonić, lub nawet wyjść na spacer z muzyką, podcastem, to często lepszym wyborem jest sięgnięcie po jedną z nich. Tym samym na spacerze słyszysz to, co się dzieje wokół Ciebie. To pozwoli zachować kontakt ze światem otaczającym, a tym samym poprawi się Twoje bezpieczeństwo. 

Czy to działa tak, jak powinno? Tutaj muszę przyznać, że wcześniejsza wersja TWS miewała różne, dziwne problemy z parowaniem. TWS Plus zastosowane w testowanych słuchawkach działa już o wiele sprawniej, a i samo parowanie trwa znacznie krócej - wręcz błyskawicznie. Przykładowo słucham muzyki tylko na jednej. Sięgam po drugą i szybko przykładam ją do ucha. Od razu w tym momencie słyszę dźwięk przywitania i kolejną sekundę po nim, muzyka rozbrzmiewa. Łącznie coś pomiędzy 2 - 3 sekundy. Jest to wynik znakomity!

JAKOŚĆ REPRODUKOWANEGO DŹWIĘKU

Nie ma potrzeby rozpisywać tutaj dokładnych parametrów technicznych, te znajdziesz w linku na stronie producenta. Najważniejsze jest to, że mamy tu do czynienia z 6 mm tytanowymi przetwornikami. Te bardzo dobrze reprodukują dźwięk. Tony wysokie są czyste, środek dynamiczny, a bas… bas jest głęboki, ciepły i miękki. Charakterystyka ta bardzo mi odpowiada podczas słuchania muzyki i tu nie mogę się do niczego przyczepić. Jednak podczas oglądania YouTube ilość basu momentami odrobinę mi przeszkadzała. Oczywiście wiele zależy od konkretnej produkcji, ale gdzieniegdzie tak głębokie tony niskie po prostu wydają się ciut przesadzone. Co prawda nie jest aż tak źle i większość tego, co sam oglądam na YouTube jest jak najbardziej OK. Chociaż gdybyś był fanem YouTubowych prezentacji elektrycznych szczoteczek do zębów, nagrywanych u kogoś w łazience, to zabraknie Ci możliwości zmniejszenia ilości tonów niskich.

OPÓŹNIENIE?!

Lag, czyli tak zwane opóźnienie występuje w zdecydowanej większości urządzeń dźwiękowych bazujących na technologii Bluetooth. Jest ono stosunkowo nie do uniknięcia. Kwestia tylko i wyłącznie tego, jak długie jest to opóźnienie. W przypadku G1 Pro ono występuje i owszem, jest zauważalne. Oczywiście podczas słuchania muzyki, podcastów, audiobooków nie ma ono absolutnie najmniejszego znaczenia. Problem pojawia się dopiero w momencie gdy oglądamy materiał wideo i jesteśmy w stanie wyłapać, że dźwięk jest minimalnie później od tego, co się dzieje aktualnie na ekranie. W większości przypadków nie będzie to nazbyt irytujące, ale pewne opóźnienie jest i należy mieć to na uwadze. 

POGADAJMY!

Tak, te słuchawki mają mikrofon. Ba! Nawet dwie sztuki - po jednym dla każdej słuchaweczki. Zwykle ten temat traktuję bardzo po macoszemu. No bo nie oszukujmy się, mikrofony w słuchawkach czy głośnikach bluetooth są z natury bardzo… Powiedziałbym wręcz, że śmieciowe. Wybaczcie to określenie, ale w 99% jest to po prostu prawda. Dzwoniąc do pierwszej osoby zadałem standardowe pytanie - “jak bardzo źle mnie słyszysz?”. W odpowiedzi usłyszałem, że bardzo dobrze i co tam słychać. W sumie podczas pierwszego testu rozmawiałem tak około półtorej godziny z trzema osobami. Gdy przebywałem w stosunkowo cichym pomieszczeniu wewnątrz budynku, to każdy z nich chwalił czystość i wysoką jakość dźwięku. Porównywalna ona była do mikrofonu smartfona. Tutaj wielki plus! Niemniej sprawdziłem też to, jak taka rozmowa wyjdzie w terenie. Na powietrzu jak to na powietrzu, gdy nie wieje moi rozmówcy byli wciąż zadowoleni. W momentach gdy wiatr chciał mi głowę urwać nalegali na to, bym dał sobie spokój i zadzwonił ponownie, gdy tylko będę w środku. Tutaj tylko pragnę zauważyć, że test ten odbył się w grudniu, w Irlandii. Więc jest to zrozumiałe. Wprawdzie, są to jedne z niewielu tego typu słuchawek, które nie ranią uszu naszego rozmówcy. Wszystko jest więc piękne i cudowne dla tej drugiej strony, jednakże mam tu pewne ale! Mi wcale się zbyt komfortowo nie rozmawiało. Chodzi o to, że mając dwie, lub nawet tylko jedną słuchawkę w uchu, ta bardzo dobrze izoluje nas od dźwięku z zewnątrz. Tym samym nie słyszymy naszego naturalnego głosu. Jest to dość trudne do wytłumaczenia i jedyne z czym mi się ten stan kojarzy, to z kąpielą w wannie - ten moment gdy zanurzymy głowę na tyle, aby uszy znalazły się pod powierzchnią wody, a reszta wciąż nad nią. Wtedy spróbuj porozmawiać z samym sobą. Owszem, jest to wykonalne, ale jednocześnie dziwne, nienaturalne i trudne do zaakceptowania. Przynajmniej ja tak to odbieram. Jeśli myślisz o zakupie tych słuchawek z myślą o wielogodzinnych plotkach to naprawdę, wykonaj test wanny. 


WADY I ZALETY

Hakii G1 Pro to pod wieloma względami to naprawdę bardzo udane słuchawki. Design, wykonanie jak i trwałości sprawiają, że są one warte swojej ceny. Już nawet sam czas działania na baterii bije na głowę zdecydowaną większość konkurentów. Defacto w połączeniu z etui niczym nadzwyczajnym jest ładowanie ich raz, czy nawet raz na dwa tygodnie. Pod wieloma względami są one wyśmienite, ale wciąż nie doskonałe. Przed podjęciem decyzji zakupowej przede wszystkim należy wziąć pod uwagę to, że słuchawki pozbawione jakiegokolwiek “sznurka” łatwiej zapodziać czy zgubić. Decydując się na parę bezprzewodowych słuchawek bluetooth, które między sobą jakiś tam jednak przewód mają ryzyko to znacząco spada. Jeśli jesteś osobą konsekwentną i obiecasz sobie, że po każdym użyciu zamiast do kieszeni wkładać je będziesz do etui, to możesz się nimi cieszyć długimi latami.
Zdaję sobie sprawę z tego, że większa część mojej recenzji opisuje słuchawki w superlatywach. Jednak aby móc podjąć decyzję czy są one dla Ciebie, czy nie, to ta sekcja bardziej skupia się na ponownym wyciągnięciu wszystkich wad. Tutaj należy przypomnieć o braku regulacji głośności z poziomu słuchawek, dość grubym etui, które średnio wygodnie nosi się w kieszeni spodni. Nie wolno zapominać też o doskonałej izolacji od świata zewnętrznego. To samo z siebie jest zaletą, lecz w przypadku chęci traktowania słuchawek jako zestawu do rozmów telefonicznych, już niezupełnie jest takie kolorowe przez co to my dziwnie się czujemy. Dla czystej zasady warto jeszcze wytknąć zastosowanie wychodzącego już z obiegu Micro-USB. Nowy produkt powinien korzystać z nowego standardu USB-C. 

WARTE CZY STRATA PIENIĘDZY?

No właśnie… Odwieczne pytanie. Czy są one warte zakupu, czy nie? Na czas pisania tej recenzji cena Hakii G1Pro wynosi 320 PLN. Jest to oczywiście więcej, niż zestaw przewodowych słuchawek, ale z drugiej strony na tle konkurencji w swej klasie jest to bardzo dobra opcja. Mają mnóstwo zalet, do tego czas działania baterii jest nawet dłuższy od Apple Airpods, które kosztują przecież ponad 1000 zł. 
Jest to produkt nowy i choć przeszukałem wiele sklepów, to wciąż można je odnaleźć tylko u oficjalnego producenta. Tu pragnę zaznaczyć, że podobną nazwę mają słuchawki z firmy Havit, które są inne, niż te testowane. 

Wysyłka do Polski jest darmowa. Płatność przez PayPal, czy kartą także możliwa.
Testowane słuchawki zostały zamówione na poniższej stronie. Dostarczenie ich do Irlandii zajęło 8 dni roboczych. Do Polski powinno być nieco krócej.

Strona producenta - http://bit.ly/2DQlQ3a



Poniżej kilka dodatkowych, niewykorzystanych powyżej zdjęć







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz